Bł. Jolenta – świętość, która nie krzyczy
„Cicha świętość” pasuje do bł. Jolenty – bez fajerwerków, bez wielkich kazań czy cudów na pokaz. Raczej wierność w codzienności, dobro czynione po cichu, konsekwentnie, aż do końca. Cisza jest w niej wręcz uderzająca: najpierw księżna, ale bez przepychu, potem wdowa, która nie walczy o wpływy i w końcu klaryska, która znika z historii, żeby być bliżej Boga. Świętość, która nie krzyczy, ale trwa…
Świętość często kojarzy się z wielkimi gestami, publicznym nauczaniem, męczeństwem lub nadzwyczajnymi znakami. Tymczasem w historii Kościoła istnieje także inny, mniej spektakularny, ale równie autentyczny model świętości – świętość cicha, realizowana w codzienności, bez rozgłosu i bez potrzeby zapisywania się w kronikach wielkich wydarzeń. Do tego nurtu należy życie bł. Jolenty.
Jej droga duchowa nie była naznaczona dramatycznymi zwrotami akcji. Przebiegała raczej przez kolejne, naturalne etapy życia: małżeństwo, macierzyństwo, wdowieństwo i życie zakonne. Każdy z tych etapów przeżywała w sposób dojrzały i konsekwentny, traktując swoje obowiązki jako przestrzeń realizacji powołania chrześcijańskiego. W tym sensie świętość Jolenty nie polegała na ucieczce od świata, lecz na przemianie świata przez wierność, pokorę i miłość bliźniego.
Jako księżna nie dążyła do manifestowania władzy ani prestiżu. Źródła podkreślają jej wrażliwość na ubogich, chorych i zapomnianych. Działalność dobroczynna nie była dla niej dodatkiem do życia dworskiego, ale jego istotnym elementem. Po śmierci męża – księcia Bolesława (zapewne małżonce zawdzięczał przydomek „Pobożny”), wybór życia zakonnego nie był gestem symbolicznym ani wymuszonym sytuacją polityczną, lecz był logicznym dopełnieniem stylu życia, który już wcześniej cechowała prostota i duch ewangeliczny inspirowany życiem świętych Franciszka i Klary z Asyżu.
W klasztorze Jolenta nie zajmowała szczególnego miejsca ze względu na swoje królewskie pochodzenie. Przeciwnie – przekazy podkreślają jej pokorę i gotowość do wykonywania najprostszych prac. Ta postawa wpisuje się w średniowieczny ideał imitatio Christi, rozumiany nie jako heroizm zewnętrzny, lecz jako naśladowanie Chrystusa w uniżeniu, posłuszeństwie i miłości.
Określenie „cicha świętość” trafnie oddaje duchowy obraz bł. Jolenty. Jest to świętość, która nie domaga się uwagi, nie szuka potwierdzenia w niezwykłych znakach, nie jest kontrowersyjna, ale objawia się w trwałej postawie dobra. W tym sensie jej życie pozostaje aktualne również współcześnie – przypomina, że świętość może rozwijać się w zwyczajnych warunkach życia i nie wymaga nadzwyczajnych okoliczności, lecz wiernego serca.
Świat współczesny, który jest zdominowany przez media społecznościowe, kulturę autoprezentacji i logikę „widzialności” – premiuje to, co zauważalne, komentowane i „policzalne”. Wartość człowieka bywa mierzona liczbą obserwujących, reakcji i udostępnień. W takim kontekście postawa, którą można określić mianem cichej świętości, wydaje się wręcz anachroniczna. Jeden z kardynałów piszę, że współczesny świat jest zanurzony w herezji hałasu, który zamazuje nam prawidłowe odczytywanie rzeczywistości. …stąd „cicha świętość” staje się szczególnie wymowna! Nie polega ona jednak na negowaniu świata cyfrowego ani na ucieczce od nowoczesności – jest raczej odmową uzależnienia sensu własnego życia od zewnętrznego uznania. Człowiek, który czyni dobro bez potrzeby jego nagłaśniania, wymyka się logice „lajków” i algorytmów. Jego motywacją nie jest reakcja odbiorców, lecz wewnętrzne przekonanie o wartości dobra jako takiego.
Paradoks polega na tym, że im głośniejszy staje się świat, tym bardziej zauważalna bywa cisza. Postawy dyskretne, wierne i konsekwentne – choć rzadziej obecne w przestrzeni medialnej – budzą zaufanie i autentyczny szacunek. Cicha świętość nie konkuruje z celebryckością na jej własnych zasadach. Ona proponuje inny porządek wartości.
W tym sensie postawa znana z życia bł. Jolenty nie jest reliktem średniowiecza, lecz formą sprzeciwu kulturowego. Nie spektakularnego buntu, ale spokojnego trwania przy tym, co istotne: relacjach, odpowiedzialności, służbie drugiemu człowiekowi.
Dziś cicha świętość może przyjmować bardzo konkretne formy: uczciwość bez rozgłosu,
troskę o drugiego człowieka bez publikowania tego w sieci, wierność zobowiązaniom, które nie są „atrakcyjne medialnie”, duchowość przeżywaną bez potrzeby jej demonstrowania. Być może cicha świętość nie przyciąga uwagi tłumów, ale realnie kształtuje życie jednostek i wspólnot. I – paradoksalnie – właśnie takiej świętości najbardziej dziś potrzeba.
“Szczęśliwi łagodni, ponieważ oni posiądą ziemię” (tłumaczenie w Biblii z edycji św. Pawła)
Polskie słowa “cisi” i “łagodni” nie oddają dokładnie użytego w oryginale greckiego słowa. Greckie „cichy” nawiązuje do człowieka, który ma miecz – czyli ma siłę, ale nie korzysta z niej. Jego opanowanie jest zakorzenione w nadziei, która jest większa niż nasza wyobraźnia – ma większą moc niż miecz.
Krzysztof Zalaszewski
Fot. B. Kruszyk
























