Jedność w znaku i w sercu

„Nie można przystępować do Stołu Pańskiego mając w sercu złość do siostry czy brata w wierze. Komunia – jedność z Bogiem, byłaby wtedy nieprawdziwa” – uczy św. Augustyn. Prośba o jedność to motyw wszystkich modlitw wstawienniczych, które słyszymy w czasie Mszy świętej. Chodzi o jedność z Bogiem, ze świętymi, z tymi, którzy już odeszli, ale i z żyjącymi.

„Ojcze, spraw, aby byli jedno!” – modlił się Jezus. W naszych modlitwach wstawienniczych prosimy o te same łaski, które przed nami otrzymali ci, którzy nas w ziemskiej wędrówce poprzedzili – zwłaszcza święci i błogosławieni, patroni nasi i naszych kościołów. Wszyscy oni – jak podkreśla liturgista – mieli swoje zwyczajne życiorysy, z tą jednak różnicą, że żyli wcześniej i osiągnęli świętość. Ten postulat świętości dotyczy każdego wierzącego, zgodnie z tekstem księgi Mszału: „abyśmy byli święci, jak Ty, Boże, jesteś święty”. Świętość przecież to stały wybór tego co dobre nie tylko dla mnie, ale i dla drugiego. Co prawdziwe niezależnie od ceny jaką trzeba za to płacić. Co sprawiedliwe – i to zawsze zgodnie ze wskazaniami Chrystusa. Jak mówił papież Jan Paweł II, świętość to po prostu „wysokiej miary” zwyczajne chrześcijańskie życie.

W modlitwie wstawienniczej prosimy też za tych, którzy kierują i wspomagają nasze życie duchowe – za papieża, biskupów, księży. Kościół bowiem – przypomina ks. Stefański – jest tam, gdzie jest biskup – następca apostołów i jego współpracownicy kapłani. Szczególna odpowiedzialność biskupa Rzymu, czyli papieża, za cały Kościół domaga się wręcz naszej codziennej modlitwy, wspierającej go „w wierze i miłości”. Podobnie biskup diecezjalny oczekuje i prosi o nasze wsparcie duchowe. Także ksiądz proboszcz, ksiądz wikariusz. Módlmy się więc za siebie nawzajem, abyśmy tworzyli prawdziwy Kościół – wspólnotę miłości. Modlitwa obecnych na Mszy św. obejmuje również tych, którzy – jak wspomniano – poprzedzili nas w drodze do Pana. To piękna tradycja starożytnego Kościoła, który od swoich początków podtrzymywał jedność z tymi, którzy odeszli już z tego świata. „I tak przechodzą pokolenia. Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci (…) A przecież nie cały umieram, to co we mnie niezniszczalne trwa!” (Tryptyk Rzymski). Jeśli więc pozostaniemy po śmierci w sercu i pamięci naszych bliskich, to tym bardziej obejmie nas ta sama duchowa i modlitewna wspólnota. Jest w niej miejsce także dla tych, którzy przebywają w czyśćcu, dlatego nie ma dusz, które znikąd nie otrzymują pomocy.

…jako i my odpuszczamy

Modlitwa Pańska rozpoczyna w czasie Mszy św. obrzędy komunii świętej, pełniąc zarazem rolę zwyczajnego przygotowania do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Jest to swoisty paradoks – zauważa ks. Stefański – że w przygotowaniu nas na przyjęcie komunii świętej uczestniczy sam Chrystus, bowiem to On nauczył nas tej modlitwy. On jest jej autorem, my zaś powtarzamy jedynie Jego słowa. Wraz z Jezusem zwracamy się więc pełni ufności do Boga Ojca, a fundamentem tego zaufania jest przekonanie, że Bóg kocha nas tak, jak ojciec kocha swoje dziecko. Święty Augustyn objaśniając Modlitwę Pańską zdanie po zdaniu pisał: „Gdy mówimy: święć się Imię Twoje, ożywiamy w sobie pragnienie, aby to Imię było uznawane przez wszystkich za święte, aby nie było znieważane. Przy słowach przyjdź królestwo Twoje pragniemy, aby dobro, prawda, miłość przebiły się na powierzchnię naszego życia, aby królestwo Ojca stało się rzeczywistością, chociaż wypełni się ono całkowicie dopiero w wieczności. Kiedy mówimy bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi prosimy Boga o łaskę posłuszeństwa, abyśmy spełniali Jego wolę, jak dziś spełniają ją aniołowie w niebie. Wołając chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj prosimy o podwójny rodzaj chleba. Przez słowo dzisiaj rozumiemy to wszystko, co jest nam potrzebne do życia doczesnego. Ale istnieje jeszcze inny chleb, eucharystyczny, sakrament wierzących. Ten chleb spożywany w doczesności zapewnia nam osiągnięcie dobrobytu wiecznego. Wymawiając słowa: odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom z jednej strony błagamy Boga o oczyszczenie nas z grzechów, z drugiej strony nakłada to na nas obowiązek podobnej, przebaczającej postawy wobec bliźnich. To przecież sam Chrystus przypomina: jeśli nie przebaczycie ludziom ich przewinień, to i Ojciec wasz nie przebaczy wam wykroczeń waszych. Nie można przecież przystępować do Stołu Pańskiego mając w sercu złość do siostry czy brata w wierze. Komunia – jedność z Bogiem byłaby wtedy nieprawdziwa”.

Modlitwa „Ojcze nasz” kończy się podwójną prośbą: „i nie wódź nas na pokuszenie” oraz „ale nas zbaw od złego”. Pierwsza prośba to zachęta do modlitwy, abyśmy pozbawieni Bożej pomocy nie ulegli pokusie, nie dali się zwieść błędom i nie załamali się w przeciwnościach. Natomiast druga prośba przypomina, że nie jesteśmy jeszcze doskonali, że jako ludzie jesteśmy podatni na pokusę, grzech czy jakąkolwiek duchową słabość. Tekst Modlitwy Pańskiej dopełnia dodatkowo prośba kapłana rozpoczynająca się od słów „wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego…” i rozwijająca ostatnią prośbę z „Ojcze nasz” o uwolnienie spod mocy zła. Wyraża ona ponadto nadzieję na powtórne przyjście Chrystusa i oczekiwanie na „bycie razem” w Królestwie Bożym.

Najpierw pojednaj się z bratem

Nieprzypadkowo tuż przed przyjęciem komunii świętej przekazujemy sobie znak pokoju. Nie może bowiem istnieć pełna komunia z Bogiem bez uczciwej, prawdziwej komunii – jedności – z naszymi bliźnimi. Dlatego ważne jest uzewnętrznienie tej wspólnoty z „siostrą i bratem w Chrystusie” poprzez prosty, zwyczajny gest przekazania sobie znaku pokoju, który dawniej nazywano „pocałunkiem pokoju”. Skłóceni nie możemy przecież zasiadać do Stołu Pańskiego. To sam Chrystus pouczał nas w Kazaniu na Górze: „Jeśli przyniesiesz swój dar przed ołtarz i tam wspomnisz, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw dar swój przed ołtarzem, idź pierwej i pojednaj się z twoim bratem”.

Przekazanie treści i znaku pokoju dokonuje się w liturgii Mszy św. trzyetapowo – tłumaczy ks. prof. Stefański. Najpierw kapłan przypomina nam ewangelijną scenę spotkania Chrystusa z apostołami. Chrystus wtedy zapewnił słuchających: „Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję. Nie tak, jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka”. Czy nie zastanawia nas fakt, że pierwszymi słowami zmartwychwstałego Chrystusa skierowanymi do wszystkich apostołów było pozdrowienie czy nawet orędzie: „Pokój wam”? – pyta liturgista. Chrystus zdaje się ogłaszać obecnym: „Ja sam jestem pokojem dla was”. „Pokój” w ustach Chrystusa oznaczał coś więcej niż tylko brak wojny czy kłótni. Zgodnie z kulturą czasów Chrystusa pokój oznaczał harmonię pomiędzy Bogiem a człowiekiem, a potem harmonię, zgodę i jedność ludzi między sobą. Dlatego to słowo „pokój” jest obecne w liturgii przy obchodach głównych tajemnic naszej wiary. Ale pokoju, harmonii, już na poziomie czysto ludzkim, nie ma bez ducha jedności. Dlatego celebrans błaga Boga w naszym imieniu o „doprowadzenie nas do pełnej jedności”, czyli prawdziwej wspólnoty. W obrzędzie przekazania znaku pokoju następuje teraz drugi element – życzenie celebransa, aby „pokój Pański był zawsze w nas”. Rozłożone szeroko ręce celebransa chcą ogarnąć wszystkich uczestników Mszy św., a nasza wspólna odpowiedź: „i z duchem twoim” jest starożytnym potwierdzeniem wyrażenia zgody na przekazywane pozdrowienie.

B. Kruszyk
Fot. B. Kruszyk

cd. wtorek 9 sierpnia