Kongres Eucharystyczny: św. Urszula Ledóchowska o wychowaniu

W archidiecezji gnieźnieńskiej trwa Kongres Eucharystyczny, a jedną z jego patronek jest św. Urszula Ledóchowska, która przed niespełna stu laty, na historycznym Zjeździe Eucharystycznym w Inowrocławiu w czerwcu 1927 roku, wygłosiła referat „Eucharystia a wychowanie”. Rzecz zadziwiająca, w jak wielu tezach i diagnozach współcześni rodzice mogliby się odnaleźć.

Święta Urszula Ledóchowska (29 maja przypada jej liturgiczne wspomnienie) słowa swoje adresowała głównie do matek, bo to na nich spoczywał wtedy cały ciężar wychowania – także tego religijnego. I jak my dzisiaj, tak i ona wtedy utyskiwała, że „wychowanie dzieci na coraz większe napotyka trudności, że dzieci często są bardzo trudne, mało mają poszanowania dla rodziców i wychowawców i nieraz dużo kłopotów im przysparzają. Szukamy środków, aby temu zaradzić – mówiła – czytamy dzieła pedagogiczne bardzo mądre, próbujemy coraz to nowych systemów wychowania, a rezultaty są bardzo małe”.

„Ileż to łez płynie z oczu matek chrześcijańskich nad zwyrodniałym synem lub złą córką! Ileż serc matczynych bólem rozdartych na widok cynizmu, niewiary ukochanego dziecka! A z czyjej to winy dzieci tak prędko się psują? – pytała założycielka urszulanek szarych i wprost, bez owijania w bawełnę, punktowała „nie mów, Matko chrześcijańska, że sama nie wiesz, jak to się stało, że Twoje dziecko od Boga i cnoty odeszło (…) a jeśli nie wiesz, to ja Ci powiem skąd to pochodzi, bo ja wiem”.

„Nie wymienię różnych błędów, których się dziś w wychowaniu dzieci dopuszczamy” – kontynuowała, skupiając się dalej na jednym tylko, jej zdaniem najważniejszym – oddaleniu od Jezusa w Najświętszym Sakramencie. „Tu uderzmy się w piersi, Panie drogie, i Wy i ja – mówiła. – Powiedzmy sobie to, co jest prawdą, prawdą bolesną: brak nam silnej, żywej wiary w obecność Jezusa w tabernakulum. Tej wiary, która widzi, choć nie widzi, słyszy, choć nie słyszy, która obcuje z Jezusem, która z Nim rozmawia jak z bardzo bliską nam osobą, a która rozumie, że ten, tak bardzo bliski Przyjaciel, mieszkający wśród nas w tabernakulum, to nasz Pan”.

„A teraz zróbmy rachunek sumienia. Czy Ty, Matko chrześcijańska, to niemowlę Twoje zaniosłaś czasem do Jezusa w tabernakulum, by dziecku Twemu pobłogosławił? – pytała przyszła święta.

„Czy pokazałaś maleństwu Twemu tabernakulum, mówiąc mu z całą miłością (…), że tam jest Bozia?”

„A później, gdy dziecko Twe już chodzić i mówić zaczynało, czy przyprowadziłaś je czasem do Jezusa? Czy razem z nim klęczałaś przed tabernakulum (…)?”

„Nie mów, że dziecko tego jeszcze nie rozumie. W rzeczach Bożych nieraz łatwiej trafić do serca dziecka, aniżeli do serca dorosłej osoby”.

Akapit poświęciła Matka Ledóchowska także przygotowaniu do I Komunii świętej, które powinno mieć wymiar przede wszystkim duchowy, bo – jak mówiła – „od tego pierwszego spotkania się duszy dziecięcej z dobrym Jezusem tyle zależy!” A po I Komunii św. należy dalej pracować, bo „z Jezusem w sercu dziecko Twe wyrośnie na dobrego chrześcijanina i nie będzie dla Ciebie, Matko chrześcijańska, powodem łez, trosk i zmartwienia”.

B. Kruszyk
Z odczytu wygłoszonego na Kongresie Eucharystycznym w Inowrocławiu, 25 czerwca 1927 roku, źródło: „Wybór przemówień 1915-1939”.
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

29 maja 2026